Jak to czasem zazdrość popycha do pozytywnych rzeczy

Gdy wróciliśmy od naszych znajomych wystarczyło, kilka chwil żebyśmy się przekonali do nowego pomysłu, który zakiełkował w naszych umysłach po wyjściu z domu naszych przyjaciół. Otóż nasi najlepsi przyjaciele wybudowali sobie nowy dom i właśnie dzisiaj nas zaprosili na oficjalne odwiedziny. Już od furtki zaparło nam dech w piersiach, dom był naprawdę piękny i okazały, nice za duży jednak miał coś intrygującego w sobie. Zadziwiające jak budowanie domu rozwinęło się w przeciągu tych kilkunastu lat. Po wejściu do środka byliśmy nie tyle zachwyceni ogólnym wystrojem, co ciszą i spokojem jaki panował w środku domu. Nasze mieszkanie znajdowało się w typowym bloku, dlatego gdy tylko usiedliśmy w ich nowiutkim salonie, którego sufit był na wysokości drugiego piętra nasz zachwyt sięgnął zenitu. Cudownie byłoby mieć taki dom, chociaż my nie musielibyśmy mieć aż takiego dużego. Nam wystarczyłby niewielki, taki w sam raz, żeby nie sprawiało zbyt wiele kłopotu jego utrzymanie. Wolałabym mieć mniejszy metraż ale za to bardziej wygodne wnętrze niż duże przestrzenie, które stałyby puste lub nie dokończone… I tak od słowa do słowa, po trzech miesiącach rozpoczęliśmy własną budowę naszego pierwszego wspólnego domu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.